Emocje – czy można być na nie przygotowanym?

Zasobnik

Chociaż nie należę do osób szczególnie religijnych, to mam kilka ulubionych cytatów z Pisma Świętego. Mój szczególnie ulubiony to słowa apostołów po zmartwychwstaniu: „A myśmy się spodziewali”.
Ja też się wielokrotnie spodziewałam. Spodziewałam się w moim macierzyństwie wielu rzeczy, które się kompletnie nie zrealizowały. Nie spodziewałam się również wielu rzeczy, które się zrealizowały.

Nie spodziewałam się, że:
– można otworzyć skórkę od banana z niewłaściwej strony i przez to stanie się niejadalny (zwłaszcza gdy to ostatni banan),
– można jeść rosół przez siedem dni w tygodniu przez dziesięć tygodni bez przerwy,
– można czytać w wieku lat trzech a jednocześnie nie potrafić samodzielnie umyć włosów w wieku lat ośmiu,
– można zauważyć niewidoczny paproch na ogórku i już nie móc go zjeść,
– można umieć pięknie mówić, ale nie wpaść na pomysł, by powiedzieć o powyższym problemie z paprochem,
– można mieć w domu czterdzieści pluszowych kotów,
– można bać się klocków lego,
– można też zawsze chcieć dostawać klocki lego,
– można kupić ogromny zestaw klocków tylko dlatego, że ma TEN JEDYNY i niepowtarzalny element,
– można jeść spaghetti na śniadanie…

Wielu rzeczy się nie spodziewałam a te, które wymieniam powyżej są takie trochę z przymrużeniem oka. To tylko przykładowa lista. I nawet, gdyby podejść do niej całkowicie na poważnie – mogłaby być nieprawdopodobnie długa.
Spodziewałam się również, że skoro znam się na dzieciach, dzieci mnie lubią i zazwyczaj chętnie angażują się w moje propozycje, to moje własne dzieci będą działać podobnie. Tymczasem okazało się, że jest zupełnie inaczej i każdy dzień potrafi stać się rozwojowym wyzwaniem.

Wśród „spodziewania się” powinny się koniecznie znaleźć dziecięce emocje. Spodziewałam się, że w toku rozwoju będziemy się ich uczyć, poznawać, rozwijać i okazywać. Tymczasem one pojawiają się znikąd, z siłą wybuchu co najmniej bomby atomowej, potrafiąc zmieść z powierzchni ziemi nawet najmniejszy okruszek mojej własnej stabilności emocjonalnej.
Czy mogłam być na to przygotowana?
Nie sądzę.
Reagowanie na emocje moich dzieci, to umiejętność, którą nieustająco zdobywam w kontakcie z żywą, zmienną materią. Gdy opanuję już jakiś schemat zachowań, on nagle potrzebuje gwałtownej zmiany, bo sytuacja się zmieniła, dziecko dorosło czy to co działało na syna, nie działa na córkę. Albo po prostu – akurat w tej konkretnej sytuacji – nie działa.

Co zatem pomaga?
Przede wszystkim umiejętność odczytywania własnych emocji. Wymagała i wciąż wymaga ode mnie pewnego treningu w przypominaniu kluczowych pytań:
Jakie uczucia towarzyszyły mi dzisiaj ,w ciągu dnia?
Gdzie objawiają się w moim ciele?
Co je powoduje?
Jak mogę je odczytać?
W jaki sposób je wyrażam i czy są czytelne dla otoczenia?

Kiedy jestem w kontakcie z własnymi emocjami, dużo łatwiej przychodzi mi odpowiednie reagowanie, gdy jakaś sytuacja wyzwala we mnie gwałtowne przeżycia.

Następną rzeczą, której się przyglądam, są moje oczekiwania. Czego „spodziewam się” po zachowaniu moich dzieci. Czy moje oczekiwania mają odniesienie do rzeczywistości, czy też są raczej ze strefy moich marzeń albo niespełnionych potrzeb?

Pozostaje do zauważenia jeszcze jedna sprawa: a mianowicie moje potrzeby – czy i w jakim stopniu są zaspokojone. Bo naprawdę trudno jest być wspierającym, adekwatnie reagującym, spodziewającym się rodzicem, gdy mam permanentne deficyty snu, jestem głodna czy z jakiegoś powodu żyję w lęku.

Dopiero gdy ja, jako rodzic, jako człowiek dorosły, doświadczam siebie i jestem ze sobą w kontakcie, mogę budować zasoby do „spodziewania się” emocji i reakcji mojego dziecka. W przeciwnym wypadku strzelam na oślep. Czasem skutecznie przyswojonymi reakcjami, a czasami kompletnie przypadkowymi mechanizmami, które powstały wskutek radzenia sobie ze stresem.

Kiedy udaje mi się zgromadzić własne zasoby i odrzucić oczekiwania, wtedy zdobywam gotowość do bycia rodzicem Szerlokiem, który przygląda się indywidualnym kodom emocjonalnym swojego dziecka. Rodzicem, który pod hasłem „nudzi mnie to”, potrafi odkryć znaczenie „boję się tego” i pokazać dziecku, gdzie strach pojawia się w jego ciele, w jaki sposób wyraża strach i co można z nim zrobić aby go oswoić.
Jeśli zabraknie mi zasobów, pomyślę: „no tak, cokolwiek bym nie zaproponowała to mu się nie podoba”. Lub może: „jestem beznadziejna”.
Dlatego niezmiernie ważne jest dla rodzica, by być ze sobą w kontakcie. Dzięki znajomości samej siebie, ułatwiam życie sobie i moim najbliższym.

Aleksandra Oszczęda, pedagog specjalny
Joanna Jakś, specjalista d.s. wsparcia rozwoju osób ze spektrum autyzmu
Autorki są mamami dzieci w spektrum autyzmu