„Tata do zadań specjalnych” – cykl felietonów Joanny Ławickiej

publikacje, Zasobnik

Felietony powstawały w latach 2014-2015

Tata do zadań specjalnych – początki

Oczekując dziecka marzysz. O tym, jak będziesz grać z synem w piłkę, chodził po górach, wprowadzał w świat kobiet. O tym, że córkę będziesz traktował jak małą księżniczkę, obsypywał pieszczotami, chodził z nią na spacery i jak dumny będziesz patrząc na jej rozkwitającą urodę i mądrość. Dziś nie wiesz co robić.

Marzenia umknęły, w głowie kłębi się tysiące myśli. Właśnie dowiedziałeś się, że Twoje dziecko ma autyzm.

Na początku jest szok. To naturalne. Będziesz czuł się zdradzony przez życie, oszukany. Pozwól sobie na emocje. Nie udawaj twardziela – tak, mama dziecka będzie potrzebować Twojego wsparcia, ale Ty też masz swoje odczucia.

Często w tym momencie zaczyna się zmieniać relacja między rodzicami dziecka. Czy zauważyłeś, że kiedy jesteście w gabinecie lekarza, terapeuty, rehabilitanta zwykle będą oni zwracać się do mamy dziecka? Nie pozwól sobie, byś był na uboczu. Masz prawo pytać, wiedzieć i działać

Jestem pedagogiem specjalnym. Spróbuję opowiedzieć Ci o Twoim dziecku. Każdego dnia spotykam wielu rodziców, także ojców – zagubionych, bezradnych, przestraszonych. Cieszę się, gdy po kilku miesiącach wracają coraz bardziej uśmiechnięci, kiedy widzę pierwsze oznaki wracającego do ich domów szczęścia. Kiedy widzę silnych ojców trzymających za rączki czy na rękach swoje dziecko.

Jesteś tatą do zadań specjalnych. Doświadczysz w życiu wielu trudnych chwil, ale także wielu pięknych. Chcę, żebyś znów zobaczył w swoim dziecku tego syna i córkę ze swoich marzeń. Dzisiaj, kiedy dowiedziałeś się, że Twoje dziecko ma autyzm, nie wiesz jeszcze nic o jego przyszłości. Tak samo, jak nic nie wiedziałeś, kiedy było w ciele matki. Zacznij marzyć, zacznij znów myśleć o swoim dziecku jak o człowieku, który może osiągać cele i byś szczęśliwe w przyszłości.

A Ty będziesz, możesz być jego przewodnikiem, jego drogowskazem, jego siłą.

Jesteś Tatą do zadań specjalnych.

[hr]

Tata do zadań specjalnych – Mogę więcej

Niepełnosprawność – termin ten oznacza ni mniej ni więcej lecz tylko fakt, że człowiek ma niższy poziom sprawności, niż określona normami „przeciętna jednostka”. Każdy z nas ma jakieś obszary niższej sprawności. Z uwagi jednak na prawidłowy poziom w pozostałych sferach rozwoju, nie mamy większych problemów, by radzić sobie w pełni samodzielnie przedzierając się przez życie.

Dziecko z autyzmem ma tych przeszkód wiele. Nie oznacza to jednak, że nie posiada także mocnych stron, które można skutecznie wspierać. Żeby jednak je zobaczyć , trzeba najpierw zaakceptować fakt, że nie wszystko uda mu się osiągnąć i byś może w niektórych obszarach będzie zawsze wymagało jakiejś pomocy ze strony innych osób.

Zastanówmy się, co może Twoje dziecko? Na pewno często słyszałeś, czego nie może, nie potrafi. Przygotowano Cię byś może na najgorsze scenariusze. Mówiono Ci, że będzie wymagało dużo opieki.

Chciałabym zastąpić słowo „opieka” słowem „wyobraźnia”. Tak – Twoje dziecko będzie wymagało od Ciebie dużo wyobraźni. Wyobraź sobie swoją córkę, swojego syna jako człowieka szczęśliwego. Nie roześmianego, nie beztroskiego. Szczęśliwego.

Wyobraź sobie, że Twoje dziecko jest świadome siebie – zna swoje ograniczenia i możliwości. Wie, co wychodzi mu dobrze a w czym potrzebuje pomocy. Wie kim jest. To jest droga do własnego, osobistego szczęścia każdego człowieka. Chociaż dziś może to boleć, Twoje dziecko ma prawo do tego by realizować siebie na tyle, na ile ma zasobów. I chociaż dziś może to wydać Ci się dziwne – ma pewnością więcej możliwości, niż jesteś w stanie zauważyć. Spróbuj porozmawiać ze swoim synem, ze swoją córką. Nie możesz? Możesz. Nie ma dzieci, które nie mogą się komunikować. Twoje dziecko chce Ci powiedzieć dużo rzeczy – spróbujemy poszukać na to sposobów? Nie pozwól sobie powiedzieć, że Twoje dziecko potrzebuje tylko opieki. Ono potrzebuje też wymagań, jasnych granic, oczekiwań i…. Twoich marzeń. Może więcej. Może więcej potrzebuje. Może więcej może.

[hr]

tata do zadań specjalnych – Najlepszy tata świata

Donald Woods Winnicott, brytyjski psychoanalityk i pediatra, wprowadził do terminologii pojęcie „wystarczająco dobrej matki”, czyli takiej, która powinna w umiejętny sposób przyjmować na siebie potrzeby dziecka. Pojęcie to oznacza, że działania matki wpływają pozytywnie na rozwój dziecka od okresu niemowlęcego do dojrzałości. Oznacza także, że nie ma matki idealnej.

Zastanówmy się, jaki mógłby byś „wystarczająco dobry tata”, bo chyba zgodzisz się ze mną, że idealny nie istnieje? W pogoni za ideałem możesz łatwo doświadczyć syndromu wypalenia sił a stąd już tylko kawałeczek drogi do rozpadu rodziny. Tym bardziej, że w większości wypadków będziesz zmuszony dzielić rolę „taty idealnego” i „idealnego męża”. W naszej kulturze, w większości wypadków to ojciec przejmuje na siebie zadanie utrzymania rodziny w sytuacji, gdy jedno z rodziców podejmuje się stałej opieki nad dzieckiem. Zagadnieniem tym będziemy się jeszcze zajmować , a dziś skoncentrujmy się na „wystarczająco dobrym tacie”.

Chciałabym Ci przedstawić Dicka Hoyt’a, który zapewnił sobie miano „najlepszego taty na świecie”. Jest on ojcem Ricka, młodego mężczyzny z porażeniem mózgowym. Razem tworzą Team Hoyt, drużynę regularnie startującą w sportach lekkoatletycznych. Rick na specjalnie zaprojektowanym wózku, który w ruch wprawia Dick. Po pierwszych zawodach Rick powiedział ojcu: „tato, kiedy biegniemy nie czuję się niepełnosprawny”. Rick porozumiewa się za pomocą komunikatora. Sam nie potrafi mówić . Podstawy edukacji i terapii zapewniła chłopakowi jego mama – Judy. Dzięki niej nauczył się czytać, obsługiwać komputer, porozumiewać się ze światem.

Dzięki ojcu zaczął ten świat odkrywać na innym poziomie.

Role rodziców uzupełniają się. Nie każdy tata ma siłę i kompetencje, by uczyć swoje dziecko. Są też tacy, którzy robią to wspaniale.

Niewiele matek jest gotowych by swoje niepełnosprawne dziecko narażać na jakiekolwiek ryzyko. Wolą je chronić. Są też takie, które potrafią inspirować. Jest świetnie, jeżeli Wasze role będą się uzupełniać. Ale skoncentrujmy się na Tobie.

Co możesz zrobić, żeby Twój syn czy Twoja córka chociaż przez chwilę doświadczyli tego, co Rick podczas biegu? Czy wiesz, co lubi Twoje dziecko? Czy macie wspólne pasje? Czy umiałbyś ich poszukać?

Zastanów się, jak mógłbyś pozytywnie oddziaływać na rozwój Twojego dziecka od okresu niemowlęcego do dojrzałości, odpowiadając na jego potrzeby. Nie pozwól, byś stał się tylko „głową rodziny”, „podporą”. Jesteś też chłopakiem, który kiedyś marzył, że będzie z synem grał w piłkę i chodził po górach a córkę traktował jak księżniczkę, zachwycając się jej urodą i mądrością. Twoje dziecko chciałoby z pewnością byś zrealizował swoje marzenia razem z nim. Czy wymyślisz sposób jak to zrobić?

Zapytany o to, co chciałby zrobić dla ojca, Rick powiedział: „Chciałbym choć raz, żeby to tato usiadł w wózku i żebym to ja mógł go choć raz popchnąć …”

Pozwól się popchnąć Twojemu dziecku ku temu, co może Was połączyć w spełnianiu Twoich marzeń i jego potrzeb. Będziesz wystarczająco dobrym tatą.

[hr]

Tata do zadań specjalnych – Zanim zacznę mówić…

Czy zastanawiałeś się czasami po co rozmawiamy? Na pewno zwróciłeś uwagę na wszelkie trudności Twojego dziecka z mową. Na ogół jednym z pierwszych sygnałów, które budzą niepokój rodziców jest opóźniony rozwój mowy. Jeżeli Twoje dziecko ruchowo rozwijało się prawidłowo, byś może nikt nie zwrócił uwagi na jego problemy, dopóki nie stało się oczywistym, że zbyt długo nie mówi.

Najczęściej od tego momentu zaczyna się walka o mowę. Każda matka marzy o tym, by usłyszeć słowo „mama”. Każdy ojciec czeka na chwilę, gdy dziecko zawoła: „tato!”

To naturalne. Zastanówmy się jednak nad tym, czy mowa jest najważniejsza. Brzmi to dziwnie? Jak herezja? Byś może. A jednak tak – mowa nie jest najważniejsza.

Wyobraź sobie, że nagle przestałeś mówić. Nie możesz wypowiedzieć ani jednego słowa. Czy to oznacza, że nie możesz nic zakomunikować? Z pewnością wykorzystasz wszystkie znane Ci sposoby, żeby osiągnąć porozumienie z otoczeniem! Będziesz stroić miny, gestykulować, pokazywać palcem, może coś narysujesz, napiszesz… Będziesz bardzo intensywnie sprawdzał, czy druga osoba Cię rozumie – spoglądał jej w oczy, obserwował reakcje. Starał się jeszcze bardziej, jeżeli zobaczysz, że to co chcesz przekazać nadal pozostaje niejasne.

Zastanówmy się – skąd masz takie umiejętności? Dlaczego tak zależy Ci na tym, by byś zrozumianym?

Odpowiedź znajdziesz we wczesnym rozwoju niemowlęcia.

Nim dziecko osiągnie etap w którym może porozumiewać się za pomocą mowy uczy się gestykulować, śledziś wzrokiem kierunek patrzenia osób dorosłych, w końcu – pokazywać palcem rzeczy, które je interesują. Wyobraź sobie malca w wózku. Jedziecie ulicą a dziecko pokazuje – a to psa, a to jadący samochód. Za chwilę zauważy liście na drzewie i pokaże. Po co? Przecież nie chce otrzymać psa, samochodu ani drzewa. Pokazuje je, żeby Cię zainteresować – podzielić się tym, co dla niego fascynujące. Na tym etapie będzie uważnie sprawdzać, czy Ty wiesz, co ono pokazuje. Roczne niemowlę potrafi już nawet budowaś „zdania”! Tak – nie mówi, ale wypowiada się w złożony sposób. Pokazuje palcem okno i robi gest „papa” – chce powiedzieć, że wyszłoby na spacer. Dziecko roczne wie już doskonale, że rodzic to odrębna, autonomiczna jednostka, która nie ma tej samej wiedzy o świecie co ono. I dlatego chce się komunikować.

Spróbuj mówiąc do Twojego dziecka wykonywać jak najwięcej gestów – wyraźnie, w sposób nawet teatralny. Wyraźną mimiką sygnalizuj swoje emocje. Zapomnij o słowie „powiedz”. Zamiast wydawać dziecku polecenia „powiedz co chcesz” rozłóż szeroko ręce, zrób zdziwioną minę i poinformuj „nie wiem, czego chcesz”. Wydaje się, że to taka sama sytuacja? Nie do końca. W pierwszej wersji dajesz dziecku zadanie do wykonania. W drugiej uczysz je, że macie inną wiedzę o świecie. Uczysz je myśleć a nie wykonywać zadania.

Tata do zadań specjalnych – Jak zacząć rozmowę

Ostatnio zastanawialiśmy się, jakie umiejętności są niezbędne, by móc nawiązać pierwszy dialog z dzieckiem. Dialog na poziomie spojrzeń, prostych gestów. Dziś zastanowimy się, jak porozmawiać z dzieckiem, które nie mówi.

W swojej praktyce bardzo często spotykam smutne, wręcz depresyjne dzieci, które nie potrafią skomunikować się z otoczeniem. Przekonanie otoczenia ale także specjalistów, że należy dziecko za wszelką cenę uczyć mówić jest bardzo niebezpieczne. Pamiętam, kiedy pewna mała dziewczynka przeszła niezwykłą metamorfozę. Z płaczliwego, sfrustrowanego i nieszczęśliwego dziecka w radosną, ciekawą świata istotę. Na tą zmianę potrzebowała zaledwie kilkunastu tygodni. Zastanawiasz się, co w tym czasie zaszło? A może sam chciałbyś spróbować pomóc Twojemu dziecku w komunikacji?

Najpierw musisz zaakceptować fakt, że mowa werbalna jest ostatnim ogniwem w łańcuszku pod nazwą „komunikacja”. To nie jest łatwe. Potem, musisz dokonać prawdziwego aktu wiary – uwierzyć , że każdy sposób komunikacji jest lepszy niż jej brak w oczekiwaniu na mowę. Na końcu zaufać mojemu doświadczeniu i wiedzy wielu mądrzejszych niż ja, którzy mówią, że jeśli dziecko może mówić – to z pewnością zacznie, bo mowa jest najłatwiejszym kanałem porozumiewania się. Jeżeli więc dziecko będzie wiedziało po co ma się komunikować, jak zgłaszać własne potrzeby, opowiadać o tym, co dla niego ciekawe, dzielić się spostrzeżeniami aż w końcu – wyrażać siebie jako człowieka – będzie chciało zrobić to jak najszybciej i tak, by jak najwięcej osób je zrozumiało.

A teraz pomyśl, jak wiele można przekazać za pomocą obrazu, jeszcze zanim zacznie się mówić.

[hr]

Tata do zadań specjalnych – Nazywam się Ania, nazywam się Tomek

Ostatnio rozmawialiśmy o akceptacji. Droga do akceptacji wiedzie przez poznanie. Od tego momentu będziemy próbowali wspólnie poznać Twoje dziecko. Przez całe życie będzie ono dla Ciebie tajemnicą – tak być powinno, każdy z nas jest przecież wyjątkowy. Spróbujemy jednak zbliżyć się do niego tak bardzo jak tylko to możliwe.

Zacznijmy od początku. Przypomnij sobie chwilę, gdy wymyślałeś jego imię. Być może był to błysk, przekonanie, pewność. Możliwe też, że celebrowałeś ten wybór, szukałeś, rozważałeś. Nosiłeś w sobie. W kulturach orientu, imię stanowi dar dla dziecka. Opisuje uczucia rodziców, wskazuje dziecku drogę życiową. Nadając imiona naszym dzieciom nie mamy takich możliwości, jednak zapewne starałeś się, aby imię dziecka oddawało Twoje o nim wyobrażenie. Zapewne nie myślałeś o tym, lecz imię jest tym, co pozostaje w ludzkiej pamięci, kiedy człowiek umiera. To ważny dar. Przypomnij sobie emocje związane z wyborem imienia Twojego dziecka.

A teraz zastanów się, kiedy nastąpiła ta chwila gdy zacząłeś słyszeć jak inni mówią o nim „dziecko autystyczne”, „aspergerek”, „autyk”…

Nie pozwól, by te słowa zabrały Ci to, co sam dałeś swojemu dziecku jako pierwszy prezent – imię. Twoja córka, Twój syn to nadal Ania czy Tomek. Kiedy za chwilę będziesz rozważał możliwość terapii, edukacji swojego dziecka niech to będą zajęcia dla Ani i Tomka a nie dla dziecka autystycznego. Jeżeli będziesz zastanawiał się nad wyborem książki, zabawki – wybierz ją dla Ani lub Tomka a nie dla dziecka z autyzmem.

Na koniec – możesz napisać sobie na pulpicie komputera słowa pisarki Marlen Haushofer: „Nikt mnie nie nazywa moim imieniem, więc nie istnieję”.

Tata do zadań specjalnych – codzienność

Dzień za dniem – codzienność. Po okresie mobilizacji wszystkich sił, kiedy wydaje się, że można, trzeba „wszystko” przychodzi czas wyczerpania.

Możesz odczuwać ciągłe, niekończące się zmęczenie. Może to organizm bierze odwet za to, jak bardzo go wyczerpałeś w walce? Czy w Twoich myślach pojawiło się złowieszcze: „to wszystko nie ma sensu?”

Niewykluczone.

[hr]

Dzień za dniem – pochylmy się nad kalendarzem.

Poniedziałek. Praca, po pracy trzeba odebrać dziecko i jego mamę z rehabilitacji. Potem wysłuchać w domu, jak było ciężko. Sen wydaje się być najlepszym wybawicielem.

Wtorek. Praca, po pracy Twoja kolej na ćwiczenia z dzieckiem, te zlecone przez terapeutę. Terapeutę? Smarkulę, dwa lata po studiach. Sama dzieci nie ma a innym będzie mówić jak mają żyć. No dobrze. Trzeba.

Środa. Praca. Może wziąć nadgodziny…Zanim wrócisz może będą już spali?

Czwartek. Jaka piękna pogoda. Jedziesz do pracy, słuchasz ulubionego zespołu. świat staje się całkiem znośny. Po pracy skoczysz z dzieckiem na basen. A co. Było całkiem fajnie.

Piątek. Już jutro weekend. Po pracy wstępujesz na piwo z kumplami. W połowie kufla pojawia się wątpliwość. Przecież Ona jest od rana sama z dzieckiem. Uśpisz wątpliwości, czy pogrzebiesz własne potrzeby?

Sobota. Dlaczego po całym tygodniu ciężkiej pracy musisz to słyszeć? Bo kran cieknie, bo kaloryfer się zapowietrzył, bo firanki trzeba powiesić, bo, bo, bo. Ile można. Idziesz z dzieckiem na spacer. Przy piaskownicy słyszysz jak mamuśki licytują się – które dziecko ma ile ząbków, jak pięknie siada, staje, mówi, chodzi, bla, bla, bla. Nie ma dokąd uciec. Tu „bo” tam „bla”.

Niedziela. Dziecko zagorączkowało. Wszystko przestaje mieć znaczenie.

Usiądź. Pomyślimy razem, jak sprawić, żeby było więcej czwartków

[hr]

Tata do zadań specjalnych – walka

„Zachowuj się jak mężczyzna”, „chłopcy nie płaczą” – te zdania słyszałeś od dziecka. Nauczyłeś się, że istotą działania jest walka. By
może doświadczyłeś, że mężczyźni zazwyczaj walczą samotnie. Dowiedziałeś się, że inni oczekują byś nie ulegał, „radził sobie”, słowem – wygrywał.
Miałeś byś supertatą. Miałeś opowiadać w pracy kolegom o sukcesach swoich dzieci. Przecież prawdziwy mężczyzna buduje dom, sadzi drzewo, płodzi syna. Silnego następcę tronu.

Twoja sytuacja wygląda inaczej. Na pytania o dziecko być może odpowiadasz zdawkowo. Czujesz na sobie wzrok przechodniów. Byś może zastanawiasz się – jak to się stało. Po okresie szoku spowodowanego diagnozą dziecka jesteś gotowy do walki.

Pierwszym celem może byś lekarz, terapeuta, psycholog – ten, który pierwszy przekazał Ci informację. Walczysz. Próbujesz udowodnić sobie, innym, całemu światu, że to nie tak. Przecież Twoje dziecko jest takie piękne. Może wydawać się całkiem typowe. Nawet, jeżeli los dał Ci dziecko z niepełnosprawnością widoczną od razu, bo oprócz autyzmu zdiagnozowano mu jeszcze inne problemy rozwojowe – chcesz temu zaprzeczyć . Być może domagasz się powtórzenia badań, analizujesz, nie wierzysz. Jeżeli, ze względu na współwystępujące problemy, konieczne są specjalistyczne działania ratujące życie – skoncentrujesz się na nich, potem przyjdzie czas na zaprzeczenie.

Chcę Ci powiedzieć , że takie reakcje są naturalne. W obliczu utraty marzeń człowiek uruchamia mnóstwo reakcji obronnych. Próbuje w ten sposób poradzić sobie z własnym lękiem, smutkiem, złością. Może się zdarzyć , że Twój plac boju rozciągnie się – będziesz poszukiwał winnych, nawet w sobie i mamie Twojego dziecka. Zmienisz się w opancerzonego wojownika.

Krytyk filmowy, Tadeusz Sobolewski wspominając początki swojego ojcostwa przyznaje, że myślał o tym, by jego córka z Zespołem Downa zniknęła. To też element walki. Być może go doświadczyłeś. Nie ma w tym nic złego, pamiętaj – najważniejsze jest to, co dzieje się dziś. Teraz, Drogi Wojowniku czas stanąć do walki z samym sobą. Przed Tobą długa droga. Pora nauczyć się akceptowaś swoje dziecko. Kochasz je – to oczywiste, nie musisz o tym mówić . Kiedyś powiesz to jemu. Dziś naucz się podnosić opuszczoną przyłbicę – jesteś wartościowym tatą niezwykłego człowieka. Twoja walka nie musi byś samotna. Rozejrzyj się dookoła – na pewno są ludzie, którzy ruszą z Tobą ramię w ramię. A teraz spójrz w oczy Twojego dziecka – jest dla kogo walczyć. I jest o co walczyć – o jego szczęście.

[hr]

Obrazy życia

Chciałabym, żebyś odpowiedział sobie na kilka pytań. Po pierwsze – czy dziecko, które nie potrafi mówić – myśli? Po drugie – czy dziecko, które nie rozumie mowy i języka – myśli? Mam nadzieję, że na oba pytania udzieliłeś sobie odpowiedzi twierdzącej. Pora zatem na kolejne – jeżeli dziecko z poważnymi trudnościami językowymi myśli – to w jaki sposób?

Rodzaje myślenia są bardzo różne. Każdy człowiek na świecie korzysta z wielu z nich. Jednak osoby ze spektrum autyzmu, znacznie częściej niż inne – myślą wizualnie. Obraz jest ich podstawowym sposobem myślenia. Jeżeli tak, pociąga to za sobą konkretne konsekwencje. Jeżeli łatwiej mi myśleć obrazem, niż słowami – łatwiej mi także komunikować się i uczyć języka za pomocą obrazu. Oczywiście, jeżeli dziecko wykształci komunikatywną mowę werbalną – jego umysł będzie już potrafił powiązać obraz ze słowem. Do tego momentu – do momentu rozwinięcia podstaw komunikacji – będzie to jednak niemożliwe. Jeżeli zacznie mówić na tym etapie – będzie posługiwać się mową w sposób, który niewiele ułatwi zarówno jemu, jak i otoczeniu. 

Pomóż swojej córce, synowi poznawać świat w sposób, który jest dla niej, dla niego łatwy. Ilustruj swoje słowa obrazkami – możesz skorzystać z gotowych, dostępnych w Internecie baz piktogramów, możesz także użyć własnej wyobraźni i je rysować na bieżąco. Daj dziecku szansę, by jego umysł stworzył proste odniesienia do języka mówionego a nie, każdorazowo błądził wśród tysięcy obrazów odnoszących się do tego samego słowa. Wyobraź sobie, że za każdym razem, gdy słyszysz „krzesło” w Twojej głowie pojawiają się setki obrazów krzeseł, które kiedykolwiek w życiu widziałeś. Przyznasz, że ciężko to ogarnąć. A teraz wyobraź sobie, że za każdym razem, gdy słyszysz słowo „jeść”, Twój umysł generuje setki obrazów jedzących ludzi, zwierząt… Nie sposób tego łatwo uporządkować. Na koniec – chciałabym, żebyś wyobraził sobie, że gdy słyszysz wyrażenie „kocham cię” – w Twoim umyśle jest pustka. 

Z pewnością chciałbyś usłyszeć od swojego dziecka: „kocham Cię, Tato”. Pomóż mu, niech jego umysł dostanie obraz do wypełnienia tej kwestii. Na początku, może pokaże Ci dwa obrazki „kocham” i „tato”. Myślę, że warto to zobaczyć na własne oczy… 

[hr]

Człowiek ciekawy, jak książka

Chociaż dzisiaj wydaje Ci się to być może mało realne, na pewno nadal w głębi serca marzysz o tym, że Twoje dziecko będzie kiedyś czytało i pisało. Chciałabym, żebyś teraz zastanowił się nad takim zagadnieniem… Czy możliwe jest, aby czytać i pisać – nie rozumiejąc do czego służą te czynności? Przecież wiesz, że nie chodzi o to, żeby zdać lektury w szkole, czy napisać wypracowanie. Czytamy po to, żeby poznać różne historie, poczuć emocje im towarzyszące, doświadczyć czyjegoś sposobu myślenia. Albo po to, żeby dowiadywać się ważnych rzeczy o świecie. Lub też, żeby odpocząć – dla przyjemności. Stajemy się odbiorcami czyjegoś komunikatu. Piszemy, żeby przekazać swoje myśli, emocje, pomysły, rady, idee, wrażenia, czy chociażby – polecenia. Piszemy, żeby skomunikować się z drugim człowiekiem. 

Twoje dziecko, tak samo, jak wszystkie inne dzieci na świecie chce się komunikować. Nie pozwól sobie wmówić, że skoro ma autyzm – nie potrzebuje rozmowy z drugim człowiekiem. To jedna z najbardziej podstawowych wartości w życiu każdego. Zanim pomyślisz o tym, żeby uczyć Twoje dziecko czytania i pisania – zastanów się, czy potrafi się skomunikować. Jeżeli nie – ryzykujesz, że nigdy nie skorzysta ze swoich umiejętności. Nie można biegać w maratonach, jeżeli nie potrafi się chodzić. Czytanie i pisanie to umiejętności, które nieprzypadkowo ludzie osiągają na ogół pod koniec przedszkola lub na początku szkoły podstawowej. Są nam potrzebne wtedy, gdy już wiemy do czego można je wykorzystać. 

Pomyśl, jak wspierać swoje dziecko w przekazywaniu najprostszych komunikatów. Niech dowie się, że jego emocje są dla Ciebie ważne. Niech poczuje, że zależy Ci na zrozumieniu jego myśli. Niech zobaczy, że pomysły, które ma – są dla Ciebie interesujące. Jeżeli Twoje dziecko podchodzi do Ciebie, zaczepia, zadaje pytania – powiedz mu, jak bardzo cieszysz się, że chce z Tobą być i z Tobą rozmawiać. Czasem to znaczy więcej, niż odpowiedź. Jeżeli Twoje dziecko bawi się samotnie, nie daj się zwieść pozorom, że Cię nie potrzebuje. Zainteresuj się jego aktywnością. Twoja ciekawość może być dla niego zaskoczeniem i polem do dalszej relacji. Nie próbuj zmieniać tego co i jak robi. Po prostu – uśmiechnij się i bądź przy nim w jego działaniu.  Czytaj Twoje dziecko, jak najciekawszą lekturę. Dzięki temu, kiedyś będzie miało szansę zainteresować się tym, co inni mają mu do przekazania. Także słowem pisanym.

[hr]

Sojusznik

Zdarzają się takie chwile, kiedy wszystko wydaje się bez sensu. Patrzysz na swoją córkę, kiedy w rozpaczy gryzie się po rękach. Patrzysz na swojego syna, który bezsilnie leży na podłodze i miarowo uderza w nią głową. Słyszysz wściekły krzyk swojego dziecka, a ten trwa, trwa i trwa… 

I tępym ostrzem wbija się, prosto w Twój mózg… 

W takich sytuacjach nawet nawiększy twardziel wymięka. Do wszystkiego dochodzi bezradność pozostałych członków rodziny i ten lęk, który wpełza między Was wszystkich. 

Nie pozwól sobie wmówić, że celem powinno być wyeliminowanie „trudnego zachowania” Twojego dziecka. Właśnie w tym momencie między Wami dzieje się coś, co możesz naprawdę dobrze wykorzystać. I ono i Ty czujecie dokładnie to samo – lęk, frustrację, złość, bezsilność, smutek, żal, wściekłość… Nieważne, że przyczyny są inne. Między Wami zachodzi porozumienie emocji. Czując podobnie – stajesz się odczuwalny dla swojego dziecka. Człowiek w silnych emocjach niewiele rozumie, ale doskonale rezonuje z uczuciami drugiego człowieka. 

Daj poczuć swojej córce, swojemu synowi, że ratunkiem w takich chwilach jest drugi, bliski człowiek. Pozwól Twojemu dziecku oprzeć się na Tobie. Jesteś silny. Jeżeli nie Ty, kto uniesie jego cierpienie? 

To właśnie Ty możesz, czując dokładnie to samo, co Ono powiedzieć mu:

  • widzę, że jesteś bardzo smutna
  • widzę, że jesteś bezradny
  • słyszę, że jesteś wściekły
  • rozumiem, że tęsknisz
  • myślę, że potrzebujesz…. 

No właśnie. Teraz już wiesz. 

Twoje dziecko potrzebuje w Tobie sojusznika.