Prace domowe – perspektywa dziecka.

Zasobnik

Prace domowe – perspektywa dziecka, to chyba temat znany większości dorosłych.

Choć niektórzy z nas być może zapomnieli o tych doświadczeniach. Czasami jest tak, że diagnoza naszego dziecka przysłania nam szerszy kontekst sytuacji. Zastanawiamy się jak nauczyć dziecko z Zespołem Aspergera odrabiania prac domowych. Czy „dziecko z autyzmem” zawsze reaguje agresją na odrabianie lekcji ?

W szkole podstawowej uczyłam się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Kiedy miałam dwanaście lat, moja mama zachorowała na nowotwór. Tato, ze swoją chorobą zmagał się dużo wcześniej. Nasz świat uległ dość intensywnej dezorganizacji. Wiele obowiązków w domu przesunęło się z dorosłych na dzieci a ciężar emocji wiszących w rodzinnej atmosferze sprawiał, że jedynym sposobem na przetrwanie, było wykonanie tego, co niezbędne w domu i ucieczka w równoległy świat wyobrażeń. W równoległym świecie nie było przestrzeni na figury geometryczne rysowane na gładkich kartkach zeszytu do matematyki, zagadnienia z biologii czy geografii. Na to brakowało już codziennych sił.
Pamiętam też, taki wcześniejszy moment, gdy po zapaleniu oskrzeli i długim pobycie w domu, poza bieżącymi lekcjami musiałam uzupełnić tak zwany zeszyt lektur.

To była druga klasa szkoły podstawowej.

Na jednej stronie ilustracja do książki na drugiej szczegółowy zapis: tytuł, autor, główni bohaterowie, streszczenie. Nazbierało mi się tych lektur dwie. Była zima, za oknem ciemno, moje ciało marzyło tylko o tym, aby pójść spać. To był czas, gdy potrafiłam zasypiać tuż po siedemnastej. Zeszyt lektur miał być oddany następnego dnia. Naprawdę nie miałam na niego siły. Byłam wściekła, pamiętam frustrację, gniew, poczucie krzywdy i przeogromne zmęczenie całego ciała. Ze strony rodziców padło tylko jedno zdanie: Co to dla ciebie, jesteś zdolna zrobisz to bez problemu. O jedno zdanie za dużo. Podarłam zeszyt, a jego kawałki przeleciały przez pokój, przedpokój, by wylądować pod lodówką w kuchni.
W domu rozpętał się armagedon z festiwalem zachowań trudnych prezentowanych zarówno przeze mnie, jak i przez dorosłych. Za karę, w następnych dniach, musiałam przepisać cały zeszyt od początku.
Od tego czasu nie przeczytałam ani jednej lektury obowiązkowej. Od podstawówki po studia. Czytałam na potęgę. Nawet kanon literatury, ale nigdy w czasie, gdy był on obowiązkowy. Niektóre książki wcześniej, inne dużo później, gdy uznałam, że warto.

Dlaczego o tym piszę?

W naszej rejonowej podstawówce trafiały do klasy z przydziału bardzo różne dzieciaki. Z różnym bagażem własnym, rodzinnym, możliwościami i potencjałami. Nie tylko ja miałam w domu tzw. „trudną” sytuację, były dzieciaki z bardzo biednych domów, z bardzo bogatych, z przemocowych, z niepełnosprawnością w rodzinie i zapewne jeszcze wiele innych. Szybko nauczyliśmy się, że żeby przetrwać, trzeba oszukiwać. Parapet toalety na drugim piętrze stał się idealnym miejscem przepisywania różnego rodzaju matematycznych równań. Pikanterii całemu procederowi dodawało ryzyko bycia złapanym przez dyżurującego nauczyciela. Ściągaliśmy od siebie na potęgę, „zapominaliśmy” zeszytów, uciekaliśmy z lekcji, nadmiernie odwiedzaliśmy szkolną pielęgniarkę z powodu różnych bóli. Byli i tacy, co bili się za szkołą, by innym rodzajem kary uniknąć pały za brak zadania domowego.

Wachlarz strategii na przetrwanie był naprawdę szeroki.

Niektóre z nich budowały relacje wśród rówieśników, ale biada tym, którzy z różnych powodów nie umieli lub nie mogli, dostosować się do zasad panujących w nieformalnej grupie. Jeszcze trudniej mieli ci, którzy byli przez nią z jakiegoś powodu wykluczeni. Oni stawali się kozłami ofiarnymi w klasie, zarówno wśród uczniów jak i nauczycieli. Bo wiadomo było z góry, kto raczej nie jest przygotowany i komu można postawić pałę. Naprawdę niewielu z nas spotkało się ze zrozumieniem ze strony nauczycieli, gdy byliśmy nieprzygotowani. Niewielu doświadczyło tego, że ktoś dostrzegł szerszy kontekst naszego życia.

Dlaczego to wszystko jest ważne?

Szkoła, to nie tylko bezpośrednie przyswajanie wiedzy. To przede wszystkim bardzo różnorodne doświadczenia z zakresu zjawisk społecznych, które są w dodatku bardzo dynamiczne. Mogą one wywoływać w człowieku wiele emocji, które z jednej strony trudno sobie uświadomić, a z drugiej strony równie trudno wyrazić. Szczególnie, gdy jesteśmy człowiekiem w spektrum autyzmu, któremu trudniej przychodzi właściwa interpretacja zjawisk społecznych a emocje wyraża za pomocą nietypowych kodów emocjonalnych.

Czy kody emocjonalne mają związek z pracami domowymi?

Kiedy przyglądam się swojemu własnemu dziecku, które z niechęcią podchodzi do prac domowych, staram się zadać sobie pytanie: Dlaczego on tak się zachowuje? Co chce mi przez to powiedzieć? Czym jest dla niego tak naprawdę praca domowa? Jaka jest perspektywa mojego dziecka ?

Są bowiem dni, gdy trudne lub żmudne zadania robi sam z siebie, nie wiem nawet kiedy.
Są również takie dni, gdy z pozoru błahostka do zrobienia, staje się tematem nie do przeskoczenia.

W tej drugiej sytuacji pomaga mi wspomnienie z zeszytem lektur: pamięć o zmęczeniu, zniechęceniu, poczuciu bezcelowości podejmowanej czynności. Pomaga mi też pamiętanie o tych wszystkich sytuacjach w szkole, gdy nie miałam ochoty tam wracać kolejnego dnia.

Co mogę zatem zrobić, gdy moje dziecko jęczy, wrzeszczy, reaguje agresją, biernym oporem, uciekaniem w elektronikę czy jakimkolwiek innym zachowaniem, które jest mi trudno zaakceptować?

Zadaję sobie pytanie: Co mogło go dzisiaj spotkać? Co chce mi powiedzieć?

Bo tak zwane zachowania trudne mogą być komunikatem:
– Chcę zapomnieć o tym co było w szkole, a sięgnięcie po zeszyt przypomina mi to, czego dzisiaj doświadczyłem.
– Było dzisiaj tak głośno, że moja głowa pęka.
– Mój przyjaciel przesiadł się dzisiaj do innego kolegi.
– Kompletnie nie rozumiałem dlaczego nauczyciel dziś gniewał się na mnie w czasie lekcji.
– Zostałem przewodniczącym klasy. W czasie wyborów było tak dużo emocji, że jeszcze ich we mnie pełno.
– Nudzę się na większości lekcji.
– Te zadania mnie nie rozwijają.
– Wolałbym w tym czasie poświęcić się swojej pasji.
– Czuję, że bierze mnie przeziębienie.
– Nie umiem zmienić aktywności. Szkoła to nauka. Dom to dom.

Tych potencjalnych odpowiedzi może być tyle ile jest dzieci pomnożonych przez szkolne dni a nawet ilość lekcji danego dnia.

My jako rodzice musimy być szczególnie czujni na komunikaty wysyłane przez nasze dzieci.

Pod pozorną niechęcią do prac domowych mogą się kryć poważne treści, o których niezmiernie trudno mówić a wcale nie są takie rzadkie w przypadku dzieciaków w spektrum autyzmu:
– Nazywają mnie debilem.

– Wsadzili mi na głowę kosz na śmieci.
– Schowali mi plecak.
– Ukradli mi ważną dla mnie rzecz.
– Kazali rozebrać się w toalecie.
– Wyśmiewali się na forum całej klasy / szkoły.
– Nie jest tam dla mnie bezpiecznie.
– Boję się i jestem samotny.

Jeśli trudno Wam rozkodować swoje dzieci, zachęcamy do budowania swojej wiedzy o tym, czym są kody emocjonalne w spektrum autyzmu. Polecamy ten tekst z zasobnika. Jesteśmy też na Facebook, gdzie możecie nie tylko czytać nasze wpisy, ale i oglądać nasze filmy. 🙂

Jeśli nadal Wam mało, zachęcamy do udziału w szkoleniach online.

Joanna Jakś, specjalista d.s. wsparcia rozwoju osób ze spektrum autyzmu, mama dzieci w spektrum autyzmu.