Plany aktywności – narzędzie czy koło ratunkowe

Zasobnik

W drugim dniu krążącym wokół tematu planów aktywności, chciałybyśmy trochę wprowadzić Was w to zagadnienie, z punktu widzenia – dlaczego warto pomyśleć o wykorzystywaniu planów aktywności. Zastanawiacie się być może, dlaczego w dobie przymusowej izolacji trujemy o robieniu kartek z napisami czy przyklejaniu dziecku obrazków do ściany. O tym w czwartek. Dzisiaj mechanizm działania takich planów aktywności.

Człowiek w spektrum autyzmu, często też człowiek z ADHD ma większe trudności z uczeniem się wykonywania czynności przez motorykę. Zasadniczo w pedagogice panuje bardzo uzasadniony trend do wykorzystywania wielu zmysłów aby zwiększyć skuteczność nauczania. Łączymy zapamiętywanie z określonym ruchem, angażujemy słuch, węch, doznania wzrokowe po to by dziecku było łatwiej coś zapamiętać.

Wielu ludzi w spektrum ma nieco inaczej. Większą trudność sprawia im uczenie się z poziomu motoryki i być może wielu z nas rodziców zna ta sytuację, gdy stoimy w przedpokoju próbując wyjść z domu i wydajemy komendy: kurtka, czapka, szalik, zapnij kurtkę, teraz buty, tak zawiąż sznurówki, potrzebujesz jeszcze rękawiczki. I zdaje nam się, że po wykonaniu tych czynności po raz osiemnasty od czasu gdy nastała zima, młody człowiek powinien już zautomatyzować te czynności i po prostu ubrać się na hasło „ubierz się do wyjścia na dwór”. A jednak to się nie wydarza. Człowiek stoi w jednym bucie, zagubiony i nie wie co robić dalej. Moja głowa rodzica podpowiada mi różne myśli typu „czy on zawsze tak musi?” a jak jestem w gorszej kondycji psychicznej to mówi „on chyba robi mi to na złość, żebyśmy nie wychodzili”.

Albo historyjka o kąpieli. Nie wiem jak tam wasze dzieci, ale moje w początkach samodzielnego korzystania z wanny i mycia potrafiły siedzieć pół godziny przelewając wodę w wannie i gdy ona ostygła wyjść z niej zamoczone jedynie do poziomu w którym była woda i tak samo brudne od góry jak po wejściu do wanny. A przecież powinny już wiedzieć co się robi w wannie, bo tyle razy wcześniej były przez nas kąpane i myte z góry na dół. A tu nic. Żadnej refleksji. Wrrrrrrr.

No cóż. Dotyczy to również dorosłych. Wystarczy jeden drobny szczegół, który mnie rozproszy abym przy wychodzeniu z domu musiała cofnąć się z garażu po telefon, po okulary, po kluczyk do auta, po ważne dokumenty, które mam właśnie zawieźć i po to siedzę w tym samochodzie a zostały na stole w salonie. Czasami cofam się kilka razy a poziom mojej frustracji sprawia, że opadam z sił do działania i kompletnie nie chce mi się już nic robić.

Jak zatem nauczyć człowieka wykonywania określonych zestawów czynności od początku do końca? Są tacy, których możliwości pozwolą się nauczyć a są tacy, którym trzeba rzucić koło ratunkowe w postaci planu aktywności.

I dlatego zachęcamy do tego, by spojrzeć na plany aktywności z perspektywy kół ratunkowych. Wsparcia, które umożliwi samodzielność naszym podopiecznym a nam samym komfort funkcjonowania.

Jako dorośli w procedurach planowanych przez organizacje często mamy do czynienia z realizowaniem tzw. check listy, np. procedura zamykania sklepu. I w niej sprawdzamy punkt po punkcie czy, sejf zamknięty, kasy rozliczone, zaplecze odpowiednio przygotowane, zabezpieczone tylne drzwi, uruchomiony alarm, zamknięte zamki główne. I wszystkim zdaje się to być na rękę. Czasem śmieszą nas jakieś głupie przepisy czy zasady, albo irytują, ale gdy się nad nimi zastanowimy potrafimy odkryć, że jest w nich jakiś głębszy sens.

Któregoś dnia, gdy po raz piećset milion któryś moje dziecko opuściło wannę tak samo brudne jak do niej weszło, zadeptując zabłoconymi stopami pół łazienki, ponieważ co chwilę nie rzucałam haseł sprawdzających typu: umyłeś twarz, umyłeś uszy, umyłeś pachy, stopy, tyłek doszłam do wniosku, że w ten sposób nigdy nie wesprę dziecka w osiąganiu samodzielności. A, że to ten egzemplarz, co nigdy mu się nie podoba żaden pomysł mamy, po prostu kredkami do szyb na łazienkowych kaflach narysowałam procedurę mycia. Z góry na dół, z uwzględnieniem, że należy nałożyć mydło na gąbkę. 5 prostych punktów z człowiekiem w formie patyczaka. Pojawienie się wątpliwej artystycznie jakości dzieła na kaflach wzbudziło zainteresowanie: „Matko, cożeśty tu nabazgrała ?” Wyjaśniłam, że jest to plan mycia człowieka w wannie. Okazało się, że wystarczyło, że był na kaflach trzy dni. I przyjęta przez mózg procedura obrazkowa została przyjęta do głowy i wcielona w życie.

Jednym z najtrudniejszych stanów emocjonalnych u małego człowieka w spektrum, jest zdaje się stan „coś mi jest, ale nie wiem co” . Taki stan może dotyczyć np. niemożności zidentyfikowania głodu, pragnienia, nudy. W tej sytuacji plan aktywności powieszony w widocznym miejscu może pomóc rozpoznać niezaspokojoną potrzebę i znaleźć rozwiązanie jak zniwelować swój dyskomfort. Moja córka lubi mieć różne rzeczy do wyboru i sama sobie poukładać w jakiej kolejności co sobie porobi. Bo na przykład farby schowane do szuflady znikają z jej pola widzenia i przestają istnieć, więc nie pamięta, że lubi malować i to fajne zajęcie na nudę. A jak ma powieszone obrazki z aktywnościami, to sama sobie planuje: najpierw zjem kanapkę, potem nakarmię kota a na końcu będę malować”. Sama sobie tworzy plan aktywności i uczy się zarządzać sobą i czasem.

Oczywiście, znajdą się osoby, u których może nastąpić bardzo silne przywiązanie do planów i zmiana w planie może powodować wzrost niepokoju. To jednak osobny temat na dłuższą wypowiedź. Ważne, na początkowym etapie jest to, by odkryć, że plan stanowi wsparcie a nie obowiązek czy nakaz. Używajmy planów, gdy nie wiemy co zrobić lub jak to zrobić.

Aleksandra Oszczęda, pedagog specjalny
Joanna Jakś, specjalista d.s. wsparcia rozwoju osób ze spektrum autyzmu
Autorki są mamami dzieci w spektrum autyzmu