Limit czasu

Zasobnik

Limit czasu – opowieść inspirowana kartką od Autystycznekartki.

Czas. Od wieków zajmuje najmądrzejsze umysły ludzi wielu dziedzin.

Dla zwykłego, szarego człowieka czas może dotyczyć bardzo rozmaitych dziedzin życia.
W moim życiu temat czasu zatacza coraz szersze kręgi. Refleksja w tym temacie przyszła jak zwykle – niczym błyskawica, za kierownicą samochodu. W umyśle wyświetliła mi się „autystyczna kartka” o czasie, a to zapoczątkowało lawinę przemyśleń.

Okazało się, że czas odgrywa w moim życiu dużo większą rolę, niż dotąd mi się wydawało.

Przestrzeganie, bardzo dokładne, czasu jest dla mnie niezwykle ważne. Z drugiej strony – mam ogromną trudność, aby umieć rozłożyć jakąś czynność lub zdarzenie w taki sposób, aby wszystko zagrało w czasie tak, jak oczekuje tego zegarek, sytuacja i mój umysł. Mało kto wie tak naprawdę, jaką cenę ponoszę za to, aby gdzieś zdążyć, zrobić coś zgodnie z planem czasowym, zaplanować cokolwiek z uwzględnieniem upływu czasu. Pół biedy, jak trzeba zaplanować następowanie po sobie czynności – tu jeszcze daję radę, choć łatwo nie jest. Mogę godzinami eksploatować swój umysł, gdy np. czytam o czymś trudnym i ważnym. Ale zaplanować obiad? To trudne. Kiedy trzeba nadać chronologię poszczególnym czynnościom (np. żeby ugotować obiad: muszę zdobyć pomysł, składniki, wykonać wieloetapową czynność przygotowania posiłku, zjeść, ogarnąć po jedzeniu) i w dodatku uwzględnić w tym ramy czasowe – robi się naprawdę złowrogo.

Przez wiele lat nie myślałam o tym, że mój umysł może mieć trudność z czasem.

Żyję natomiast w permanentnym napięciu, szczególnie jeśli towarzyszy mi limit czasu. Jeśli limit czasu dotyczy mniej istotnych spraw, to jeszcze jakoś daję sobie radę. Odczuję trochę znośnego napięcia, sprokrastynuję zrezygnuję ze sprawy, przeciągnę, zmodyfikuję czynność. Ale jeśli limit czasu dotyczy czegoś naprawdę ważnego – poziom napięcia staje się bardzo trudny do zniesienia i wyregulowania, przerasta mnie. Niestety, często przerasta też moich bliskich. W wielu sytuacjach daję radę dźwignąć napięcie wewnątrz siebie. Jestem z tych „grzecznych” i potrafię maskować własne stany wewnętrzne. Ale maskowanie nie zawsze jest możliwe, czasem się nie udaje. To bardzo trudne do zniesienia, bo trzeba wtedy ponosić konsekwencje za własne rekcje.

Bardzo dobrze pamiętam większość moich „wpadek”, kiedy nie udało mi się stłumić i zamaskować własnego napięcia.

To trudne, bo powoduje dużo poczucia winy. Zdarzało mi się paskudnie nawrzeszczeć w obecności bliskich z powodu błahostki. Kiedyś jechałam do pracy w towarzystwie kilku bliskich osób. Podróż trwała kilka godzin. Początek był bardzo przyjemny, ale im bliżej końca, tym większe napięcie w sobie odczuwałam. Tak bardzo nie poradziłam sobie z presją czasu, że podczas parkowania samochodu wybuchłam totalnie, wrzeszcząc i przeklinając, bo nie umiałam znaleźć odpowiedniego miejsca, aby zostawić tam auto. Napięcie eskalowało, coraz bardziej traciłam kontrolę nad sobą, coraz trudniej było mi ogarniać najprostsze sprawy (np. wziąć z samochodu potrzebne do pracy rzeczy, zamknąć auto itp.). Wszystkiemu towarzyszyły przekleństwa, gwałtowne ruchy i wewnętrzna chęć, by uciec gdzieś daleko. Do dziś wstydzę się swojego zachowania, a było to już parę lat temu.

Wtedy zupełnie nie wiedziałam, o co w tym wszystkim chodzi.

Wiedziałam jedynie, że jestem beznadziejna i nie nadaję się do niczego, a już na pewno nie do poważnej pracy na rzecz innych ludzi.
Bardzo żałuję, że nie wiedziałam wtedy, że jednym z głównych czynników powodujących napięcie, była presja, że coś muszę wykonać w określonym czasie. Być może mogłabym myśleć o tym, jak sobie poradzić z presją. Może nawet z czasem nauczyłabym się mówić o tym ważnym i bliskim osobom. Może łatwiej byłoby mi przeprosić za trudność z ogarnianiem czasu, a nie bycie beznadziejnym człowiekiem…

Bardzo żałuję, że nie dowiedziałam się wcześniej, że presja czasu potrafi mnie tak napiąć, że nie jestem w stanie racjonalnie myśleć i działam chaotycznie.

Może mniej energii pochłonęłoby myślenie o tym, jak bardzo do niczego się nie nadaje. Miałabym więcej mocy do szukania sensownych strategii radzenia sobie w życiu z tą cechą mojego umysłu. Czuję jednak, że od momentu uświadomienia sobie tej cechy, po przeanalizowaniu miliarda napięciowych sytuacji w życiu – jakoś jest lżej. Widzę dla siebie przestrzeń do tego, aby próbować minimalizować dyskomfort płynący z limitu czasu.

Co ciekawe, od momentu uświadomienia sobie zjawiska, coraz częściej podczas wykonywania drobnych czynności, umiem pomyśleć: „o, upływ czasu jest dla mnie trudny, mogę mieć problem z upilnowaniem go”.

Takie zastanawianie nie wbija mnie w poczucie winy i beznadziei. Otwiera mnie na poszukiwanie korzystnych strategii. Zauważyłam, że odkąd jestem dla siebie bardziej łaskawa i wiem, z czym mi trudno, chętniej i częściej zaglądam do mojego osobistego pliku w komputerze. Mam w nim miejsce na zanotowanie, co powinnam w danym dniu zrobić. Zaglądam też, aby sprawdzić, co mam jeszcze do zrobienia. Z perspektywy życia codziennego to znacznie sensowniejsze, niż odczuwanie permanentnej presji i trawienie czasu na poczucie winy.

Wracając do żalu – tak, żałuję, że wcześniej nie wiedziałam.

Dlatego chętnie mówię o takiej cesze umysłu ludziom wokół mnie, którzy nie wiedzą. Żeby wiedzieli, nie byli zagubieni w gąszczu własnych emocji i nie czuli się beznadziejnymi ludźmi. Może dzięki temu będą zdrowsi i łatwiej będzie im się uczyć patentów na siebie i codzienność.

To pisałam ja, Ola. Pedagog, który od lat wspiera ludzi w zakresie zwiększania komfortu w czaso -przestrzeni [ironia, z odrobiną czarnego humoru]. Jeśli szukasz informacji o potrzebach człowieka w spektrum zajrzyj tutaj.

 

autystyczne kartki

Udostępnij

Newsletter

Jeśli chcesz wiedzieć co się u nas dzieje i być na bieżąco, zapisz się do naszego newslettera. Sami nie lubimy dostawać zbędnych maili, więc obiecujemy, że będziemy oszczędni w słowach.