Kontrola rodzicielska – czyli po co i komu limity na elektronikę.

Zasobnik

Kontrola rodzicielska  – czyli po co i komu limity na elektronikę – dotyczy smartfonów, tabletów czy komputerów i jest to temat, który  budzi wśród rodziców wiele emocji.
Gdy dołożymy do tego zdania sformułowanie „rodziców dzieci w spektrum autyzmu”, emocji poruszy się zapewne jeszcze więcej.
Przeglądam wakacyjnie i nie wakacyjnie rodzicielskie grupy na FB, spotykam się z rodzicami na konsultacjach i tak naprawdę to jeden z wiodących tematów, będący przedmiotem zmartwień rodziców. Mam poczucie, że czasami jest to obszar ogromnego pola rodzinnej wojny. „Ono wymusza”, „oni mnie w ogóle nie rozumieją”. Spróbujmy zatem ugryźć ten temat, rozłożyć go na kilka aspektów i przyjrzeć się z bliska. Przyjrzyjmy się zatem  najczęstszym obawom, najgorętszym polom bitwy. Weźmiemy pod uwagę specyfikę rozwoju w spektrum autyzmu. Choć mam poczucie, że większość zjawisk jest dość uniwersalna. W przypadku dzieciaków ze spektrum, widać je po prostu wyraźniej.

Jak nie będzie mieć limitów, to nie będzie robić nic innego.

No cóż – faktycznie może się tak zdarzyć. Smartfony czy tablety w naszym współczesnym świecie pełnią wiele funkcji. Zapewniają dostęp do wiedzy, rozrywki, kontaktu, komunikacji, relaksu. Dają nam szybkie odpowiedzi na dręczące nas pytania – nie musimy już czekać na wieczorne wiadomości, by dowiedzieć się jaka będzie jutro pogoda. Nie potrzebujemy iść do czytelni, by sprawdzić ile gatunków pingwinów żyje na świecie. Ja pamiętam czasy, w których telefonowanie do babci wiązało się z pójściem na pocztę i zamówieniem międzymiastowej. A mieszkała jedynie 40 km od nas. Ech, to były czasy. 😉
Niemniej jednak, zanim przejdziemy do kolejnych punktów i szukania rozwiązań dlaczego dziecko robi tylko „jedną” rzecz (Siedzi tylko z tą elektroniką!).

Zastanówmy się, po rodzicielsku – czy wiemy co nasze dziecko robi korzystając ze sprzętu?

– Co ogląda na YT?
– Czy gra i w co gra?
– Z kim gra?
– Co je najbardziej interesuje w sieci?
– Jakie profile ma polubione, kogo obserwuje, które kanały subskrybuje?
– Jakich programów używa i co robi za ich pomocą?
– Do czego służy dziecku elektronika? Czy zabija nią nudę, wycisza swój mózg? Ucieka w nią od bodźców? Leczy lęki? Rozwija pasje? Podtrzymuje kontakty społeczne? Relaksuje się?

Budujmy wspólne pole uwagi.

Nawet najlepsza aplikacja do kontroli rodzicielskiej, nie udzieli nam odpowiedzi na te pytania w sposób, który byłby dla nas satysfakcjonujący. Tylko kontakt z dzieckiem, rozmowa z nim, wspólne oglądanie, robienie, granie pozwolą nam przyjrzeć się temu co i w jaki sposób kręci w sieci nasze dziecko. Jest to niezwykle cenne przedsięwzięcie i moim zdaniem, bardzo dobrze zainwestowany czas. W sumie, to nie wymaga od nas za wiele wysiłku. Wystarczy w wygodnej i bezpiecznej przestrzeni zaproponować dziecku wspólne obejrzenie tego co lubi. Można razem się pośmiać, wspólnie obgadać temat lub podpytać dziecko dlaczego ten youtuber a nie inny. Bez oceny, bez krytyki, w neutralnej formie.

Dajemy dziecku w spektrum autyzmu, to co dla niego najważniejsze do budowania zaufania i relacji – podłoże, którym jest dzielenie zainteresowania.

Może owszem zdarzyć się tak, że dany film czy konkretna osoba nam się z jakiegoś względu nie podoba, ale jeśli na początku wykażemy zainteresowanie, to w późniejszym czasie będziemy mogli z dzieckiem rozmawiać o konkretnych sytuacjach i miejscach w sieci.
Pozostając w kontakcie z naszym dzieckiem, gdy opowiada nam o tym co jest dla niego ważne w korzystaniu z elektroniki, mamy szansę dowiedzieć się i opowiedzieć o tym naszemu dziecku – dlaczego z niej korzysta, w jakich sytuacjach i jakie potrzeby w ten sposób zaspokaja.

„Jeśli pokażę dziecku, że akceptuję jego korzystanie z telefonu, to przecież wzmocnię to zachowanie i się uzależni.”

Uzależnienie, to taki rodzaj zachowania, o którym wiem, że mi szkodzi, a jednak po mimo to robię to, kosztem własnego zdrowia, życia, relacji społecznych, realizacji innych potrzeb.
Kiedy zaczynamy budować w dziecku samoświadomość:
– Widzę, że po pobycie w szkole czujesz się zmęczony i potrzebujesz teraz pobyć w samotności.
– Słyszę, że lubisz grać w tę grę z Wojtkiem, bo dobrze razem się dogadujecie.
– Myślę, że nie chcesz odłożyć telefonu, bo to wiąże się ze zmianą aktywności.
– Sądzę, że sięgasz po tablet, bo się nudzisz i nie masz pomysłu na to co możesz robić.
– Widzę, że oglądanie tego programu cię odpręża.
– Zauważyłam, że dzięki temu youtuberowi masz dużą wiedzę na temat pingwinów.
– Myślę, że naprawdę wkurzyła cię kłótnia z bratem i potrzebujesz teraz zabić kilku przeciwników w Brawl Stars.
– Widzę, że dobrze się bawisz urządzając swój dom w Roblox.
– Myślę, że nie lubisz kończyć gry, gdy nie udało ci się dokończyć misji.

Wyposażamy nasze dziecko w wiedzę o sobie i świadome korzystanie z technologicznych narzędzi. Ja jako rodzic również zdobywam świadomość tego, dlaczego moje dziecko chce używać danego urządzenia. Kiedy umiem odczytać potrzeby, które dziecko zaspokaja technologią, przestaję odczuwać, że dziecko po prostu „wymusza” kolejną godzinę przed ekranem. Zaczynam rozumieć jego zachowanie, odczytywać intencje i reakcje.

Kiedy człowiek korzysta z czegoś świadomie, zwiększa to jego możliwości samoregulacyjne.

Jeśli jako rodzic, rozumiem jakie potrzeby moje dziecko zaspokaja sprzętami albo które wyzwania rozwojowe dzięki nim pokonuje, mogę wspierać własne dziecko w dywersyfikacji różnego rodzaju zachowań. Mam fundament pod to by wprowadzać do możliwości mojego dziecka więcej różnorodności. A z drugiej strony, gdy rozumiem specyfikę rozwojową własnego dziecka, potrafię akceptować rozwiązania, które dziecko znajduje w trudnych dla niego sytuacjach. Potrafię dostrzec zasoby w tym, że zamiast pobić brata, dziecko odchodzi by wyciszyć się z jakimś filmem. Może być mi trudno zrozumieć, że moje dziecko woli realizować potrzebę społeczną przez internet. W moim odczuciu gra w piłkę z kolegami może być lepszą formą aktywności. Mogę nie rozumieć fascynacji tornadami. Mogą mnie nudzić kolejne filmy z rozpakowywania jajek z niespodzianką na youtubie. Jednak zawsze może stać się to podłożem do budowania wspólnej relacji z dzieckiem.  To dobra droga do wspierania jego samoświadomości.

– Widzę, że jest ci łatwiej gadać z ludźmi podczas gry, myślę że ważne jest dla ciebie to, że macie wspólne pasje.
– Zauważyłam, że jak oglądasz te jajka niespodzianki, to bardzo się przy tym odprężasz.
– Słyszałem, że już masz dużo wiedzy na temat tornad, opowiesz mi jakąś ciekawostkę?

Ale kiedy pozwalam mu grać i potem każę skończyć to robi się bardzo niegrzeczny.

W tej sytuacji zasadniczym staje się pytanie. Czy dziecko zachowuje się „gorzej” bo oglądało/grało czy też dlatego, że skończyło?
Zdecydowana większość trudnych sytuacji związana jest właśnie z faktem kończenia.
Wiele dzieci nie ma świadomości tego co robi im korzystanie z elektroniki. Wiedzą jedynie tyle, że w tym czasie przestają na jakiś czas odczuwać dyskomfort. Nie mają świadomości, które potrzeby właśnie zaspokajały. Nie mają zbudowanych zasobów do tego, by odczytywać swoje potrzeby i umieć je zaspokajać w inny sposób. Bo umysł człowieka w spektrum autyzmu zorientowany jest na fakty, obiekty i zjawiska. A człowiek nawet ten „własny” mieści się w kategorii relacji społecznych. Dziecko potrzebuje nauczyć się być w relacji z samym sobą, odczytywać sygnały z własnego ciała. Być może wcale nie chodzi o konieczność oglądania a o to, że na zewnątrz jest zbyt jasne słońce ( tu więcej o tym ). Ważne jest by uczyć młodego człowieka tego jak działa jego sensoryka.

Często jednak chodzi właśnie o zmianę.

Przechodzenie od jednej aktywności do drugiej, może sprawiać człowiekowi w spektrum autyzmu pewną trudność. Dlatego czasem nie umie skończyć tego co właśnie robi. Zakończenie aktywności powoduje całkowicie nową sytuację, do której trzeba kolokwialnie mówiąc, ogarnąć strukturę. Czasami pomagają koła ratunkowe – np. napij się wody a potem zrobimy coś innego. Dla niektórych dzieci pomocnym może okazać się rysunkowa lub pisana lista aktywności, które można robić ( więcej o planach aktywności tutaj ). Kiedy indziej wystarczy stwierdzenie „nie lubisz kończyć”. Warto, z punktu widzenia rodzica zobaczyć w jakim momencie korzystania jest dziecko – być może jest rozgoryczone, o zostało mu 5 minut filmu a aplikacja właśnie wyłączyła mu dostęp. Niektóre gry wymagają więcej czasu, bo to co się w nich robi jest po prostu czasochłonne i czekanie na efekt do następnego dnia, jest za trudne. Czasami żal rozstać się z kolegą, koleżanką.

A na koniec podwójne standardy.

20 lat temu, gdy pojechałam na studia do Warszawy kupiłam sobie plan miasta z rozpiską komunikacji miejskiej. W tym roku, gdy pojechałam do stolicy na kilka dni z dziećmi, nie wpadłam na pomysł zakupu planu. Po prostu skorzystałam z aplikacji „jak dojadę” czy „google maps”. Zdaje się, że większość z nas prowadząc auta, powszechnie korzysta z elektronicznej nawigacji, zamiast z tradycyjnej mapy. Poza wyjątkowymi miłośnikami analogowych map 😉
Jako dorośli korzystamy z udogodnień technologii a od dzieci wymagamy tego, by świadomie rezygnowały z tych osiągnięć cywilizacji. W zasadzie nie wiadomo dlaczego. Czy naprawdę niezbędna jest do życia umiejętność korzystania z papierowej encyklopedii, gdy na co dzień powszechnie sami sprawdzamy większość informacji w sieci?

Dlatego niezwykle ważnym jest by budować w kolejnych pokoleniach świadomość i umiejętność rozpoznawania własnych sygnałów z ciała i potrzeb.

Gdy opanują tę umiejętność wprowadzać młodych ludzi w budowanie myślenia o sobie, jak o człowieku, który może zaspokajać swoje potrzeby w różnorodny sposób, zależnie od sytuacji w jakiej się znajduje. W nietypowym rodzicielstwie, może się zdarzyć również tak, że nasze dziecko będzie na codzień doświadczało tak wiele trudności, że będzie miało bardzo ograniczone możliwości zaspokajania swoich potrzeb. Wtedy warto korzystać z tego, co działa. Nazywając dziecku co robi i dlaczego.

 

Joanna Jakś – pedagog, specjalista wsparcia osób w spektrum autyzmu, żona i mama.

Udostępnij

Zajrzyj do naszego sklepu

Newsletter

Jeśli chcesz wiedzieć co się u nas dzieje i być na bieżąco, zapisz się do naszego newslettera. Sami nie lubimy dostawać zbędnych maili, więc obiecujemy, że będziemy oszczędni w słowach.